Wolę budować…

Jak zachowacie się w przypadku, kiedy budując dom, napotkacie na problemy z głównym wykonawcą?
Czy jeśli zgłosicie mu swoje zastrzeżenia i zobaczycie, że pomimo dąsów zastosuje się do nich, to będziecie na siłę szukać innych powodów do przyczepiania się? A może po prostu od razu zatrudnicie innego budowlańca?
Dla przypomnienia – wasz cel, to budowa wymarzonego domu.

Po co te pytania? 16 listopada odbędą się wybory samorządowe. Po różnych perypetiach, które częściowo jakiś czas temu tu opisywałem, postanowiłem ostatecznie wystartować z komitetu prezydenta Piotra Grzymowicza. Nie jest to żadną tajemnicą. W ostatnim czasie zarówno z teoretycznie prawej, jak i teoretycznie lewej strony słyszę zarzuty o braku konsekwencji i niestałości moich poglądów. Patrząc z nieco szerszej – pozapartyjnej i nie czarno białej perspektywy – są to zarzuty dziwne i w moim odczuciu zupełnie irracjonalne.

Początki mojej aktywności społecznej, to hejt i happeningi. Mocno emocjonalna i bezwzględna krytyka władz Olsztyna. Jednak już wtedy, kiedy zaczynałem, nie stawiałem tej krytyki jako celu samego w sobie. Nie. Od początku moim zamiarem było to, żeby wykonawca usłyszał, co nie podoba mi się w jego działaniach i zaczął budować lepiej. Chciałem zmiany.
Pewnie niektórzy z was pamiętają co krzyczałem. Było o tym, że władza nie słucha mieszkańców, o tym , że wycina drzewa, że buduje szerokie ulice i zastawia całe miasto obrzydliwymi żółtymi barierkami. Krzyczałem wspólnie z ludźmi z grupy NoBeton. Czy liczyłem na to, że od samego krzyku coś się zmieni? Nie. Od samego początku zakładaliśmy zmianę poprzez działania pozytywne. Wspomagające budowanie. Chcieliśmy dołożyć własną cegiełkę. A głośna krytyka miała przygotować grunt.

Najpierw w ramach akcji Masz Głos Masz Wybór udało się uzyskać pisemne zapewnienie, że opinie mieszkańców uzyskane w czasie badania ankietowego zostaną uwzględnione przy tworzeniu warunków konkursu architektonicznego na zagospodarowanie Placu Dunikowskiego. Ankiety wypełniło przeszło 500 mieszkańców. Wyniki badań zostały do warunków konkursu załączone. Pewnie – można mieć zastrzeżenia do końcowych efektów konkursu. Ale przecież wpływu na tworzenie prac konkursowych nie mieliśmy.

Następna w kolejności była zmiana uchwały o konsultacjach społecznych. Jedno spotkanie, które zorganizowałem sam, drugie spotkanie zorganizowanie przez Radę Organizacji Pozarządowych Miasta Olsztyna. Prawie wszystkie uwagi zgłoszone przez mieszkańców zostały w nowej uchwale uwzględnione. Po prostu uwzględnione. Czy wbrew faktom miałem krzyczeć dalej o tym, że mieszkańcy nie mają nic do powiedzenia?

Obywatelska Inicjatywa Uchwałodawcza, nad którą pracowaliśmy w Komitecie OIU wspólnie z administracją samorządową, po wielu miesiącach pracy stała się faktem. Dzisiaj mieszkańcy Olsztyna mogą zgłaszać własne projekty uchwał. Potrzeba do tego tylko 150 podpisów. W tym roku mamy już drugą edycję Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego. Budżetu, który na początku tego roku został nominowany do ogólnopolskiej nagrody pod patronatem Prezydenta RP.

To tylko krótki wycinek tego, co moim zdaniem udało się zmienić. Można by tu dołożyć jeszcze wiele. Choćby Olsztyńską Kartę Dużej Rodziny, czy konsultacje społeczne dotyczące Zintegrowanego Programu Rozwoju Śródmieścia. Żółte barierki dzięki pracy ludzi z ORBRD powoli znikają z naszego miasta. Niektóre z nich przekształcają się w stojaki rowerowe.  Na dzisiaj wiem – jestem przekonany – że jeśli się chce, to można.

Można wprowadzać zmiany. Dlatego kandyduję. Nie chcę tylko stać z boku i narzekać, że cegły są brzydkie, zaprawa zbyt mokra, a majster leniwy. Jestem gotowy, żeby mieć realny wpływ na to, jak układa się cegły. Więcej – chcę układać je sam. O tym dlaczego chcę je układać i jak je układać, będzie w następnych wpisach.

I dla jasności – nie zacząłem nagle bezkrytycznie patrzeć na pracę głównego budowniczego i daleki jestem od uwielbienia wszystkich jego decyzji. Jednak stojąc obok, będę miał większy wpływ na przebieg budowy, niż stojąc za płotem i drąc się w niebogłosy.