Szukajcie, nie znajdziecie.

Lubię robić zdjęcia. Robię ich dość dużo. Za dużo. Zdarza mi się wstać o 3 nad ranem, żeby pojechać na Słoneczną Polanę, albo wdrapać się dla kilku kadrów na wiadukty kolejowe nad Łyną. Więc mogę chyba powiedzieć, że stało się to moją pasją. Ponieważ czuję się olsztynianinem z krwi i kości i kocham swoje rodzinne miasto, 90% moich pstryków stanowią obrazki z Olsztyna. Takiego Olsztyna, który najbardziej mi się podoba. Część swoich zdjęć, panoram sferycznych i pocztówek z własnych zbiorów wrzucam na fanpage Fotospacer Olsztyn. W połowie maja zamieściłem tam pstryki z miejsca po spalonej i wyburzonej zabytkowej parowozowni na Zatorzu. W opisie m.in napisałem : „I tylko pytanie pozostaje, dlaczego walczący obecnie o wpisanie dworca głównego do rejestru zabytków, w przypadku tej budowli nie zrobili zupełnie nic”.

W komentarzach członkowie jednego z kilku olsztyńskich stowarzyszeń, starających się zablokować plany inwestycyjne PKP dotyczące dworca przez wpisanie go do rejestru zabytków, uraczyli mnie różnymi mało wybrednymi komentarzami. Mogłem się tego spodziewać. Kiedy kilka lat temu stwierdziłem, że zamiast obrażać się na rzeczywistość, kwestionować wszystko co się w Olsztynie dzieje i uprawiać malkontenctwo dla chwilowej uciechy kilku osób, lepiej jest po cichu pracować, małymi krokami idąc do przodu, zostałem przez niektórych potraktowany jak zdrajca. Nie wdając się w pyskówki, z pewnym rozbawieniem obserwowałem narastającą ilość frustracji w zamieszczanych pod zdjęciami wpisach. Moje pytanie chyba mocno zabolało tych, którzy wszystko wiedzą lepiej. Skąd ten wniosek? Po kilku dniach na adres kancelarii Urzędu Miasta Olsztyna, przyszedł mejl z żądaniem udostępnienia umowy zlecenia na obsługę fotograficzną wydarzeń inicjowanych przez tenże urząd. Mojej umowy z ratuszem, w której umawiam się na obsługę fotograficzną własnym sprzętem, będąc do dyspozycji 4 do 6 dni wolnych od pracy w miesiącu za 366 złotych brutto.

Bardzo cenię sobie przejrzystość i transparentność. Nie cierpię manipulacji i prób uciszania kijem. Obserwując niezwykłą lekkość, z jaką wnioskodawcy do tej pory podchodzili do różnych udostępnionych im dokumentów (a dlaczego Urząd Miasta nie kupuje olsztyńskich cukierków??!), aby zapobiec ewentualnym skutkom możliwej kreacji alternatywnej wizji rzeczywistości postanowiłem sam udostępnić dokumenty związane z tą umową. Poniżej treść umowy, zestawienie godzin i potwierdzenie przelewu na 283 złote i 31 groszy.

Dlaczego umowa jest zawarta ze mną? Być może dlatego, że za dyspozycyjność w dni wolne od pracy i operowanie własnym sprzętem, wychodzi mniej więcej 25 zł netto za godzinę (chociaż należałoby jeszcze doliczyć czas na obróbkę pstryków). Te zdjęcia są związane z Olsztynem, a Olsztyn jest dla mnie ważny. Kiedy kilka lat temu przeprowadzano m.in. dzięki moim staraniom konkurs na koncepcje zagospodarowania jednego z olsztyńskich placów , usłyszałem od prominentnego członka wspomnianego wcześniej stowarzyszenia, że nie weźmie w nim udziału, bo nagrody są śmiesznie małe w porównaniu z ilością pracy jaką trzeba włożyć. Moje priorytety są zdecydowanie inne.

  • Mikołaj Wyszyński

    I znowu manipulacje i przemilczenia 🙁
    Otóż proszę napisać wprost – Forum Rozwoju Olsztyna, a nie „jedno z Olsztyńskich stowarzyszeń”. Może wtedy przybliżyłby się pan do przejrzystości, którą to sobie pan przypisuje.

    I wcale nasze działania dotyczące dworca to nie jest „hamowanie inwestycji”, tylko ratowanie dworca. Tak, ratowanie – w dodatku perły modernizmu. A dlaczego chcemy ratować dworzec? Odwołuję do linków z dyskusji, o której pan wspomina. Jeśli pan przeczytał stanowisko FRO, to jest pan kłamcą. Jeśli nie – ignorantem. Pisał pan zarzuty, które dało się obalić jednym zdaniem. Np.: że FRO wcześniej nic nie robiło w sprawie dworca – co jest kłamstwem, gdyż jedna koleżanka napisała tekst o nim parę lat temu, a większość członków stowarzyszenia uważa budynek za godny uwagi i dobrą architekturę, która jest o wiele lepsza niż sztampowy przedwojenny dworczyk.