Referendum odbędzie się we wrześniu.

kolorTakim mniej więcej tytułem Gazeta Wyborcza okrasiła jeden ze swoich niedawnych tekstów, dotyczących Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego. To chwytliwe marketingowo zagranie zostało natychmiast oprotestowane przez Urząd Miasta Olsztyna. Szkoda trochę, że kompleks oblężonej twierdzy i tym razem wziął górę nad racjonalnym myśleniem. Wydaje się bowiem, iż każda forma zachęcenia mieszkańców do zapoznania się i aktywnego uczestnictwa w tym procesie realnego współdecydowania, jest uzasadniona i dozwolona. Zwłaszcza, że wrześniowy proces wyboru projektów, które mają zostać sfinansowane ze środków OBO, to nic innego jak właśnie pewna forma referendum.

Zainicjowany w tym roku Olsztyński Budżet Obywatelski jest wydzieloną z budżetu miasta kwotą, przeznaczoną do rozdysponowania bezpośrednio przez mieszkańców Olsztyna, którzy ukończyli 16 rok życia. W pierwszy etapie olsztynianie dyskutując na spotkaniach organizowanych przez rady osiedli kłócą się, spierają i wyznaczają obszary, w których warto coś zmienić. Następnie formułują wnioski i konkretne pomysły na zmiany. Potem zgłaszają projekty, posiłkując się przy tym pomocą dwóch punktów konsultacyjnych. Następnie, po weryfikacji formalnej złożonych projektów, po raz kolejny spotkają się, aby przedyskutować i wybrać w trakcie głosowania te, które wg nich będą najbardziej pożyteczne i przydatne miastu i jego mieszkańcom.

Na realizację projektów zgłaszanych osiedlowo przeznaczono w ramach OBO 1150 tysięcy (po 50 tysięcy na osiedle). Na realizację projektów ogólnomiejskich – 1 milion złotych.

Zgłaszać można wszystko, co znajduje się w katalogu zadań własnych i zleconych gminy. Od naprawy dziurawego chodnika, przez zwiększenie częstotliwości kursowania autobusów, piknik osiedlowy, większą ilość patroli policji, nasadzenia, likwidację żółtych barierek, doświetlenie ulicy, utworzenie wybiegu dla psów, uatrakcyjnienie lub wybudowanie placu zabaw dla dzieci, dodatkowe lekcje języka angielskiego w szkole, budki lęgowe dla ptaków, bezpłatną sieć wifi, remont schodów, zwiększenie liczby ławek, aż po duży festiwal za bańkę. Nie wymieniłem oczywiście wszystkich możliwości. Jest tego znacznie więcej. Zmieszczą się tutaj wszystkie rzeczy, które mogą w jakiś sposób pomóc mieszkańcom, coś w ich otoczeniu odmienić i uczynić je lepszym. Poza ograniczeniami finansowymi, jest jeszcze kilka innych warunków, które muszą spełnić proponowane inwestycje. Np. nowotworzona infrastruktura musi być umiejscowiona na terenach będących własnością gminy Olsztyn. Proponowane inwestycje muszą być także różne od tych, które ma w swoich planach miasto.

Proces trwa. Spotkania w większej części osiedli już się odbyły. Frekwencja na spotkaniach bywa różna. Podobnie zresztą jak atmosfera . Niektóre Rady Osiedli zaproszą mieszkańców ponownie. Inne poprzestaną na jednym cyklu spotkań. Jest niestety kilka takich, których zdanie mieszkańców nie interesuje. Same chcą decydować o tym, jak mają zostać wydane pieniądze. Jest to o tyle zabawne, że w statutach osiedli, które przejrzałem (sam jestem członkiem Rady Osiedla Zatorze), nie ma żadnego punktu, który dawałbym radom takie kompetencje. Skąd więc tak ogromy pęd do decydowania za mieszkańców? Nie wiem. Ale postaram się wrócić do tego ciekawego rozumienia tematu, w którymś z kolejnych wpisów na blogu.

Na dzisiaj interesuje mnie jedno – ilu z gorliwych krytyków olsztyńskiej rzeczywistości i zapalonych poszukiwaczy dziury w całym, zdecyduje się na aktywny udział w Olsztyńskim Budżecie Obywatelskim. Ilu rodzimych hejterów, wylewających hektolitry żalu na forach internetowych, będzie stać na odrobinę konstruktywnego działania. Jak wielu z nich zdobędzie się na to, aby pomyśleć, podyskutować i włożyć trochę pracy w przygotowanie własnego projektu. Odpowiedź wydaje mi się niestety jednoznaczna. Marudzić, utrzymując przy okazji, że samym marudzeniem pozytywnie zmienia się rzeczywistość, jest znacznie łatwiej. Znacznie prościej i przyjemniej jest poszukać kolejnej dziury w całym i wypunktować OBO za to, że kasy za mało, że to kampania wyborcza, że ochłap rzucony na odczepnego, że powstał tylko dzięki inicjatywie referendalnej i że wcale nie jest obywatelski.