Bo mieszkańców trzeba słuchać, a nie tylko o tym mówić.

Kilka dni temu obiegła Olsztyn wiadomość o tym, że Społeczny Komitet Budowy Pomnika Pamięci Ofiar Katastrofy Smoleńskiej w Olsztynie rozstrzygnął konkurs na projekt pomnika. Nie ma w tym nic dziwnego. Uczczenie ofiar katastrofy smoleńskiej jest inicjatywą słuszną. 96 osób które zginęły tragicznie w drodze na uroczystości związane z obchodami 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej, zasłużyło na godne miejsce w naszej pamięci.

Jednak ja czuję dyskomfort. Dyskomfort związany z procesem wyboru miejsca na pomnik. Co prawda projekt, który został wybrany, chyba również może budzić pewne kontrowersje, ale nie to stanowi clue problemu. Ponoć o gustach się nie dyskutuje. Nawet tych ogarniętych przekontrastowaną gigantomanią.

W trwającej od pewnego czasu kampanii wyborczej, z ust prawie każdego kandydata padają słowa, że mieszkańców trzeba słuchać. Że z mieszkańcami trzeba rozmawiać. Że powinni mieć wpływ. I co? Czy ktoś nas, mieszkańców zapytał, co sądzimy o tej lokalizacji? Czy przeprowadzono jakąkolwiek dyskusję w tym temacie? Może choć ankietę? Nie. Po prostu kilka osób wymyśliło, że pomnik stanie na środku ronda i zdominuje całą przestrzeń. Bo taką mają wizję.

Jako mieszkaniec Olsztyna nie godzę się na takie traktowanie miasta. I mam nieodparte wrażenie, że nie jest to tylko moje zdanie. W związku z tym 22 października złożyłem wniosek o przeprowadzenie konsultacji społecznych w sprawie lokalizacji pomnika. Bo uważam, że my – olsztynianie mamy niezbywalne prawo, aby się w tej kwestii wypowiedzieć. Bez względu na to czy się to komuś podoba czy nie, decyzja o ewentualnej lokalizacji pomnika, musi zostać poprzedzona wysłuchaniem opinii mieszkańców.

Prawdopodobnie pojawią się głosy, które znowu będą chciały wrzucić mnie w schemat pustej czarno-białej partyjnej retoryki. Podkreślam zatem jeszcze raz – nie jestem przeciwnikiem uczczenia pamięci ofiar katastrofy. Sprzeciwiam się jedynie ignorowaniu głosu mieszkańców.
Od zawsze.